Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
19:52
spisując wydarzenia, uczucia i fantazje niby sobie pomagasz, lżej na duszy. na mnie to tak nie działa. na mnie nigdy nic nie działa jak na innych. każdy jest wyjątkowy, ale i tak bądźmy szczerzy, większość z nas można pogrupować i wrzucić do jednego worka. czasem tak bym chciała, bo mam wrażenie, że moja inność przekracza pewne granice. wiadomo, że mogę podać w kilku przypadkach niektórym rękę, ale to są przypadki jeden na milion. boję się nawet podać niektórych przykładów bo ocena mojego zachowania u większość zawsze jest negatywna, inność.
11:40
z moich ust nie jest ciężko usłyszeć słowo "przepraszam". ludzie, którzy mają z tym problem są słabi. nie masz całego życia na "przepraszam", pamiętaj że wtedy możesz nie zdążyć usłyszeć "wybaczam". wiele ludzi jest winna mi to słowo. to im będzie ciężko gdy nie zdążą mi tego powiedzieć.  
11:24
podział na rodziny to bardzo bolesne rozterki. w taki dzień jak dzisiaj-święta, jest najciężej. autobusy nie jeżdżą, jedna to nie twoja babcia, a trzecia zrobiła sobie od wszystkich wolne. po kłótniach, raniących wymianach zdań, skończyło się znowu na samotności. sama. znowu. zawsze to jest moja wina, dlatego, że nigdy nie mówię wszystkiego. ważniejszy jest dla mnie spokój drugiej osoby. tak dobrze udaje mi się zwalać winę na innych, a tak rzadko sumienie mi na to pozwala. siedzę. nie mam do kogo się zwrócić, nikt ze mną teraz nie porozmawia, wszyscy w gronie rodziny. łzy lecą, ale nie płaczę. 
17:54
trudno pozbyć się zapachu papierosa z dłoni. okropny zapach przyprawiający cię o mdłości. nie palę. ale gdy już to zrobię odczuwam czas przeszły z każdym ruchem. ten wstrętny, duszący zapach. lubię go. przypomina mi, że nie powinnam, a jednak to zrobiłam. tylko nie wiem kto wygrywa. robię to z nerwów, ze strachu, czasem z poczucia winy. rozpalam zapałkami. jeżeli nie uda mi się z pierwszą zapałką, jest to znak- nie rób tego, ta myśl nie jest warta skracania sobie życia tym świństwem. jednak jeśli mi się uda, nie palę do końca, prędzej bym się zrzygała, co prowadzi do gorszego stanu niż zapomnienie. palę tyle ile wystarczy mi, by z każdym zaciągnięciem tego obrzydliwego powietrza zeszło ze mnie to co chciałam. papieros jest subtelny i pozostawia niedosyt. czuję go, mimo że potem mi niedobrze. tak samo z wydarzeniami w moim życiu, każda pozostawia niedosyt, czy zła czy dobra. dlatego palenie tak dobrze nadaje się do towarzystwa tych zatruwających myśli.
17:31
potrzebuje kogoś. potrzebuje kogoś do rozmów o wszystkim bo rozmawiam o niczym, a nic to najgorszy temat. potrzebuje kogoś do towarzystwa, jest wokół pełno ludzi, ale to są już tylko cienie. potrzebuje kogoś kto by mnie wysłuchał, słuchają, ale nie rozumieją. potrzebuje kogoś kto by miał dla mnie czas, dają mi go pełno, ale dają, a nie się nim dzielą. potrzebuje kogoś kto by mnie wspierał, wspierają, ale sami potrzebują większego wsparcia. potrzebuje kogoś kto by mnie przytulił, przytulają, ale chłodem. potrzebuje kogoś kto by ze mną płakał, płaczą, ale nad samymi sobą. potrzebuje kogoś, kto by był, bo są, ale ich nie ma.
14:37
zsunięte ramiączko, wszystkie ruchy stały się niepewne. można przecież się poprawić, ale wtedy zakłada się niedostępność. związać włosy, wysoko, idealna alternatywa. szyja goła, ramię odsłonięte. pojawiła się pewność. oprzeć głowę o dłoń. wrażenie dłuższej szyi, twarz staje się delikatniejsza. wszystkie ruchy są już przemyślane i stają się jednoznaczne. spojrzenie rozkojarzone, skupione tylko na jedynym punkcie, tamte dłonie. wsłuchiwać się w rozmowę, to monolog. nie dać poznać tego niezainteresowania. tracić słuch. podejść posłusznym, leniwym krokiem. stracić oddech, oddać się. poczuć chłód, tak zimne te dłonie. 
13:48
nie mam nic co mogłabym ofiarować ludziom. jedyne co mogę od siebie dać to życie przepełnione rozczarowaniem, smutkiem, przykrością i mocno przylepionym do mnie pechem. powinnam zacząć trenować pozytywne myślenie, ale łatwy trening to zły trening, więc potrzebny jest czas. może przejście przez wszelkie zawody i cierpienia doprowadzą do pięknego krajobrazu, bo jak na razie moja wspinaczka nie przynosi zbyt pięknych widoków i perspektyw. byłam niżej niż teraz, poradziłam sobie z najgorszym sama, więc i sama pnę się w górę, niestety pojawiają się te nędzne istoty, które mają czelność nazywać siebie ludźmi i sprawiają, że twoje "na dnie" jest jeszcze bardziej ciemniejsze i okrutne niż ci się zdawało. uciekać od nich? trzymać ich najbliżej. używać jak pionków, traktować jak cienie im więcej ciemności i zła tam na dole, tym z upływem czasu jaśniej na górze. no u mnie, ciężko będzie zauważyć jakikolwiek promień światła. zbuduję drabinę i podzielę się ze wszystkimi.
Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl